Alkomaty

Data publikacji: 03-09-2021.

Alkomat – znajmy miarę

Alkomat, alkotester, tester trzeźwości czy popularny „balonik” ma dłuższą historię niż może się nam wydawać. Od wielkich, trudnych w obsłudze urządzeń, po małe, poręczne gadżety. Z sal laboratoryjnych trafił pod strzechy i do schowków w samochodach. Jego historia może wpłynąć na przyszłe losy wielu z nas.

U podstaw prac nad budową przyszłych alkomatów legła obserwacja Francisa Edmunda Anstie, angielskiego lekarza, który w 1874 roku zauważył, że w oddechu osób, które spożyły alkohol, nie znajdują się wyłącznie naturalne składniki powietrza, jak dwutlenek węgla, tlen czy azot, ale także sam alkohol właśnie. W wyniku dalszych badań odkrywca zaproponował przyjęcie pewnego limitu ilości alkoholu, którą można było – jego zdaniem – pić codziennie bez skutków ubocznych, zwanego odtąd „limitem Anstie”. Było to jednak rozwiązanie mało precyzyjne i trudne do kontrolowania. Zapotrzebowanie zaś na dokładniejszy pomiar bezpiecznej ilości alkoholu we krwi rosło, w miarę jak rosło też natężenie ruchu ulicznego i na drogach przybywało pojazdów mechanicznych.

Pierwszym na świecie kierowcą aresztowanym i ukaranym za jazdę „po pijaku” był niejaki George Smith, który w 1897 roku rozbił swoją taksówkę o ścianę budynku w Londynie, za co musiał zapłacić 25 szylingów grzywny (odpowiada to mniej-więcej 22 funtom dzisiaj) i w ten niechlubny sposób zapisał się w historii. Jednak zakaz kierowania samochodami pod wpływem alkoholu wprowadzono w Wielkiej Brytanii dopiero ponad ćwierć wieku później, w 1925 roku. Miastem, które jako pierwsze wprowadziło podobny zakaz, był w 1910 roku Nowy Jork. W Polsce takie ograniczenie ustanowiono trzy lata później niż w Anglii – w 1928 roku.

Wielu ojców wynalazku

Na urządzenie do pomiaru poziomu alkoholu w organizmie trzeba było jednak poczekać jeszcze parę lat dłużej. Do tej pory policjanci musieli oceniać stan trzeźwości kierowców „na oko”, obserwując ich sposób poruszania się, zadając proste ćwiczenia, jak przejście po linii prostej lub stanie na jednej nodze, „na ucho” – nasłuchując, czy nie plącze im się język, albo „na nos” („chuchnijcie, obywatelu!”). Wszystkie te metody były niedokładne i zawodne. Równolegle więc prowadzono badania nad wynalezieniem przyrządu, który mógłby to robić precyzyjniej. Pierwsze sukcesy na tym polu odniósł pod koniec lat XX. ubiegłego wieku Emil Bogen, który rozpoczął pobieranie od badanych po spożyciu alkoholu osób próbek krwi, moczu i powietrza, wydychanego do dętek od piłki, wypełnionych specjalnymi odczynnikami (kwasem siarkowym i dwuchromianem potasu, zmieniającymi kolor pod wpływem alkoholu). Porównując wyniki z próbek, był w stanie określić pewne prawidłowości i oszacować stężenie alkoholu w organizmie na podstawie oddechu. Niestety, metoda ta wymagała czasu, by uzyskać wyniki.

11

Kilka lat później, w 1931 roku, Rolla N. Harger, biochemik i toksykolog z USA, skonstruował pierwszy alkomat, który nazwał The Drunkometer, a patent nań uzyskał pięć lat później. Również i ten wynalazek polegał na wydychaniu powietrza do balonika, umieszczonego w sporym pudełku. Oddech badanego przechodził przez odczynnik, którym był tym razem zakwaszony nadmanganian potasu – zmiana barwy roztworu wskazywała na wcześniejsze spożycie alkoholu, a jej intensywność na stopień upojenia. Obsługa tego przyrządu była jednak dość skomplikowana i wymagała od policjantów długotrwałych szkoleń. W terenie po raz pierwszy użyto Drunkometru na Sylwestra 1938 roku w Indianapolis.

By wyposażyć urządzenie w miernik zawartości alkoholu we krwi, pozwalający na dokładniejsze określanie stanu badanych, potrzebne było wynalezienie odpowiedniego sensora. Dokonał tego po latach prof. Robert F. Borkenstein, wcześniejszy współpracownik dr. Hergera, pracujący jako ekspert naukowy dla policji stanu Indiana. Jego wynaleziony w 1954 roku „breathelyzer”, czyli analizator oddechu, był znacznie mniejszy i łatwiejszy w obsłudze od Drunkometru. Wykorzystywał elektryczne czujniki światłoczułe, które znacznie przyspieszały proces analizy. Te dużo bardziej mobilne, profesjonalne urządzenia zrewolucjonizowały walkę z pijanymi kierowcami. Borkenstein stworzył też pierwszy ogólnodostępny alkomat na monety, przy pomocy którego każdy mógł sam sprawdzić swój stan trzeźwości.

Natomiast alkomaty elektrochemiczne w postaci zbliżonej do używanych obecnie skonstruował walijski naukowiec Tom Parry Jones, który zaprojektował w 1974 roku przyrząd o nazwie Lion Alcometer – poręczne urządzenie wielkości paczki papierosów, dające bardzo dokładne wyniki pomiaru alkoholu w wydychanym powietrzu. Jego wynalazek po kilku latach wszedł do wyposażenia policji i rozpowszechnił się na całym świecie. Dziś alkomaty tego typu dostępne są dla każdego.

Tom Parry Jones i jego Lion Alcometer

Czy alkomaty można zmylić?

Słyszy się czasem lub czyta w internecie o „domowych sposobach” na zmianę odczytu w alkomacie, bądź też o wymówkach, którymi przyłapani kierowcy próbują zwieść policjantów drogówki. Wszystkie te opowieści należy jednak włożyć między baśnie. Nowoczesne, sprawne i dobrze skalibrowane alkomaty zawsze wykryją zawartość alkoholu w oddechu, a tłumaczenia o zjedzonych wcześniej owocach albo wypitych syropach nie zrobią na policji wrażenia. By fermentujące w żołądku owoce „nabiły” zakazany przez prawo wynik, należałoby ich zjeść kilkanaście kilogramów. Z kolei opowieść o zjedzonych przez jazdą cukierkach z alkoholem może mieć akurat pokrycie w prawdzie, ale nie zwalnia nas z odpowiedzialności – traktowana będzie tak samo, jak przyznanie się do picia alkoholu; profesjonalny alkomat działa tak samo bez względu na sposób zwiększania zawartości alkoholu we krwi i upojenie także jest takie samo. Warto też pamiętać, że tzw. piwa bezalkoholowe często nie są tak całkiem pozbawione alkoholu – mogą zawierać nieznaczne jego ilości, więc wypicie kilku z rzędu może dać na alkomacie wynik pozytywny. Podobnie jak płukanie zębów przy pomocy płynu zawierającego alkohol.

Z drugiej jednak strony, przetrawienie alkoholu wymaga nieco czasu i alkomat może wykazać „zero” natychmiast po spożyciu niedozwolonej jego dawki. Dlatego – jeśli zależy nam na rzetelnym wyniku – nie należy używać alkomatu tuż po spożyciu i tuż przed jazdą. Takie badanie może się okazać bezużyteczne, a nie uchroni nas przed odpowiedzialnością za jazdę pod wpływem alkoholu, ani tym bardziej za spowodowany w jej wyniku wypadek.

Próg trzeźwości

W toku prac, które przyniosły nam współczesne alkomaty, osobnym problemem było ustalenie granicy, poza którą możemy mówić o upojeniu alkoholowym i nie powinniśmy wsiadać za kółko. Pierwszej analizy statystyk dokonał znany nam już prof. Borkenstein, który dekadę po stworzeniu przyrządu pomiarowego uznał, że wartością graniczną, po przekroczeniu której niedopuszczalne jest prowadzenie pojazdów mechanicznych, jest 0,8 promila. Tę cezurę stosuje wiele krajów zachodnich, choć są też takie, które obniżają ją do 0,5 promila, a nawet takie, które zakazują prowadzenia samochodów przy jakimkolwiek wyniku przekraczającym 0. W Polsce, uznając problem nietrzeźwych kierowców za dość powszechny i poważny, przyjęto dość restrykcyjny limit 0,2 promila, od którego jazda liczy się jako wykroczenie, zaś powyżej 0,5 – jako przestępstwo.

Organizm ludzki może spalić ok. 0,15-0,2 promila alkoholu w ciągu godziny – uzyskawszy więc na alkomacie dany wynik, można dość łatwo obliczyć odpowiedni czas, który musimy przeczekać, zanim zechcemy siąść za kierownicę (o ile od razu nie oddamy kluczyków komuś innemu). Oczywiście, warto być świadomym reakcji własnego organizmu – istnieją osoby ulegające tzw. „upojeniu patologicznemu”, dla których dowolna, nawet nieznaczna ilość alkoholu kończy się stanem głębokiej nietrzeźwości. Z racji innego doboru genów, mniej odporna na alkohol niż np. Europejczycy jest też większość mieszkańców Dalekiego Wschodu. To wszystko należy wziąć pod uwagę podczas pomiaru.

Nie zrobiła tego niedawno wokalistka znanego polskiego zespołu, przez co teraz „do lata piechotą będzie szła” – i dobrze, że skończyło się tylko na tej miary konsekwencjach. Gdy płynie w nas gorąca krew (z domieszką alkoholu), lepiej mieć w domu lub w aucie niewielki a precyzyjny alkomat elektrochemiczny i – nie zapominając o jego okresowej kalibracji – chcieć go używać do pomiarów w niepewnych sytuacjach, by uniknąć bardzo poważnych problemów, a nawet nieszczęść. Tu nie chodzi tylko o nasze bezpieczeństwo, ale i o bezpieczeństwo ludzi napotkanych na drodze.

Powrót

Kategorie

Kontakt

Złóż zamówienie przez telefon i opłać je przy odbiorze. Zadzwoń do nas:

0 801 000 610 (58) 746 37 97

Polecany produkt

Krzesełko do karmienia ze stolikiem, leżaczek Belo wrzosowe

Krzesełko do karmienia ze stolikiem, leżaczek Belo wrzosowe

Tylko teraz!
299,00 zł

Polecany produkt
Złóż zamówienie telefonicznie

Złóż zamówienie telefonicznie! poniedziałek od 8:00 do 18:00, wtorek - piątek od 8:00 do 16:00

0 801 000 610 z telefonu stacjonarnego

(58) 746 37 97 z telefonu komórkowego